top of page

Why not! Dlaczego nie! Warum nicht! Leeh la! Perche no!

  • 1 sty 2017
  • 5 minut(y) czytania

Tegorocznego Sylwestra postanowiłyśmy spędzić w Pradze. Pojechałyśmy tam z jakąś wycieczką, ale w sumie zaraz po przyjeździe do stolicy Czech ich zostawiłyśmy. Za całą tripa w sumie nie wyszło dużo, bo na grouponie była promocja, za jedną osobę jakoś stówkę trzeba było dać, a odłączyłyśmy się od grupy, bo ile można z rana kościołów oglądać? Przecież są priorytety, jak na przykład jedzenie.

Na początku trochę pozwiedzałyśmy.

To niejaka Katedra św. Wita i piękne my.

Tutaj Most Karola

Rynek Starego miasta i znowu piękne my

A tutaj widoki z jakiegoś wzgórza na całą Pragę :P

Na tym się chyba skończyło nasze zwiedzanie, poza tymi zabytkami to przejechałyśmy się jeszcze metrem (bilet 30-minutowy - ulgowy to cena 23 KC, jakby to kogoś interesowało) i szłyśmy jakąś tam ulicą, gdzie były same markowe sklepy, aha no i jeszcze ta nieszczęsna Brama Prochowa, bo pod nią była zbiórka, żeby wracać do Wrocławia.

Ale teraz przejdźmy do najważniejszego. Po zwiedzaniu poszłyśmy coś zjeść. Oczywiście trzeba było spróbować tradycyjnych przysmaków czeskich. W każdej restauracji byśmy dostały Knedliczki z gulaszem, ale szukałyśmy miejsca, gdzie zjemy to najtaniej. W końcu, po długich poszukiwaniach znalazłyśmy tę knajpę, właśnie tę, której nazwy nie pamiętam. Ja zamówiłam gulasz, kosztował chyba 150 KC, a Klaudia jak zwykle nie je mięsa i musiała wziąć placki ziemniaczane. Jak ja jej współczuję! Najciekawsze jest to, że ona to z własnej nieprzymuszonej woli robi.

To moje knedliczki.

A to jej placki w sosie grzybowym.

A tutaj na spróbowanie seruś z miodem i orzechami. Muszę przyznać, kuchnia czeska zdecydowanie nie należy do moich ulubionych, dania są dość monotonne, a do tego tłuste i ciężkostrawne. Tak się składa, że ze wszystkich czeskich dań najbardziej lubię černé pivo...ale zjeść też coś trzeba było, zatem knedliczki to naprawdę nie najgorszy wybór. Zwłaszcza że byłyśmy baaardzo głodne już. Najadłyśmy się, nie powiem że nie, ale to nam nie przeszkadzało pójść jeszcze po Trdelníka z czekoladą.

To było akurat przepyszneee, a cena to 70 KC. Bez czekolady 60KC, ale no szanujmy się, byle jak ale się szanujmy.

Po jedzeniu zrobiła się godzina 16, trzeba było znaleźć jakąś miejscówkę i odpocząć po obiedzie. Poszłyśmy do One Club, bo tam tylko było miejsce, ale piwo za 135 KC to trochę wygórowana stawka, zwłaszcza że to był Heineken, a za dobre ciemne piwo czeskie w restauracji zapłaciłyśmy tylko 60 KC. No cóż, trzeba było się zmyć.

Poszłyśmy zatem znowu na Most Karola, załapałyśmy się jeszcze na pokaz fajerwerków i poznałyśmy tam 3 ziomków z Egiptu, którzy okazali się lekarzami pracującymi w Niemczech. Od razu znaleźliśmy wspólny język, bo dla nas żadne bariery językowe nie istnieją i jakoś się tak potoczyło, że poszli z nami do tego One Club z powrotem. Byli bogaci, więc wszystko stawiali. Do nas należało tylko rozkręcić imprezę. Był Dj, była dobra muzyka, fajni ludzie, bo potem dołączyli do nas ich znajomi - też lekarze i wszyscy z nami się bawili. Czego chcieć więcej? Nagle dostaję do ręki rachunek na dużą kwotę, podaję dalej do Klaudii, Klaudia także podaje dalej i w końcu nasz nowy kumpel Jaja (bo tak się nazywał) zapłacił za wszystko. Było mnóstwo śmiechu, a ja jak zwykle się narażałam, co było zupełnie niepotrzebne. Uczyłam ich polskiego a oni mnie arabskiego i po którymś już słówku z kolei chyba rooh neek nfsk albo oh ooooh oh oooooh nie wiedzieć czemu krzyknęłam Allah Akbar. Podobno to bardzo niebezpieczne tak mówić przy nich, ale na szczęście się tym nie przejęli, tylko wznieśli za to toast. Ufff!

W którymś momencie zamówili wielki dzban jakiegoś drinka, pewnie z wdzięczności, że mogli nas poznać i skakaliśmy z tym dzbanem, śpiewaliśmy na jego cześć i było super.

Wyglądało to mniej więcej tak.

Chłopaki zgłodnieli, więc wyszli z klubu z obietnicą powrotu. My zostałyśmy i tańczyłyśmy dalej. Miałyśmy nadzieję, że wejdziemy na zamkniętą imprezę, która zaczynała się o 22 na dole tego samego klubu. Niestety okazało się, że za wejście trzeba było zapłacić 1000 KC za jedną osobę, a my miałyśmy już tylko 500 KC i to na nas dwie. Na szczęście zaraz potem poznałyśmy 2 brzydkich chłopaków, którzy nam powiedzieli: "o dziewczyny, jak super tańczycie. Idziecie na dół?" A my, że nie, bo wstęp płatny,a my już bez hajsu. Po angielsku. No to oni stwierdzili, że nam postawią. A jak mówi David, jak ktoś jest głupi, to trzeba to wykorzystać. Selekcja naturalna, po prostu. Także zapłacili za nas, zeszłyśmy na dół i ich olałyśmy. Na początku była tam stypa, ale poznałyśmy tam kolejnych ziomków, moi byli z Niemiec, Klaudii z Kalifornii i impreza ruszyła w najlepsze. Wybiła północ, nastał Nowy Rok, a my w tym momencie uświadomiłyśmy sobie, że musimy iść, bo autokar odjedzie bez nas :( Więc niczym Kopciuszek, który gubi pantofelka, tylko w naszym przypadku był to szalik, opuściłyśmy imprezę i poszłyśmy w miejsce zbiórki.

Tak w skrócie: najlepszy Sylwester do tej pory, Praga piękne miasto, świetni ludzie = udana impreza, jak zwykle za nic nie musiałyśmy płacić i...trzeba będzie tam wrócić. A podróż powrotna była taka piękna, bo zamknęłam oczy, a jak je otworzyłam, to byłyśmy już we Wrocławiu. Magia! A może bardziej teleportacja? :P

A wy jak spędziliście Sylwestra?

Jako że to post noworoczny, to może trochę o postanowieniach.

Tak to mniej więcej u nas wygląda, ale tym razem będzie inaczej, bo my chcemy być po prostu szczęśliwe, a po takim Sylwestrze jesteśmy pewne, że tak będzie. I już wam mówię, jak to zrobić. Zamieńcie słowo: Dlaczego? na: Dlaczego nie!

"Dlaczego nie" to na pewno słowo przewodnie tego wyjazdu. Na wszystkie propozycje była jednak odpowiedź: Dlaczego nie! :)

A co do samego posta, macie tak czasami, że po jakimś czasie przypomina wam się, co ktoś kiedyś do was powiedział i dopiero w tym momencie uświadamiacie sobie, że mogliście mu tak odpowiedzieć albo tak pocisnąć, żeby się zesrał? Ja rzadko, ale zdarza się. Więc chciałam to teraz nadrobić, żeby już zakończyć definitywnie rok 2016.

1. Koniu do mnie: "Oświadczę Ci się, jak wytrzeźwieję". Nic wtedy nie odpowiedziałam, a mogłam, bo przecież nie ma się, o co martwić. To nigdy nie nastąpi.

2. Jakiś gościu, którego imienia nie pamiętam: "Twoja Stara myje nogi w misce i krzyczy grzybowa", w sumie tutaj zaczęłam się śmiać, bo to było takie głupie, że zarazem śmieszne, teraz sobie myślę, że mogłam mu odpowiedzieć coś w tym stylu:

-Wiesz jak utrzymać idiotę w niepewności?

-Nie

-Później ci powiem.

3. Menel na Niepolda:

-Daj pani na chleb"

-Nie.

-Masz twarz jakby cię w dzieciństwie karmili z procy.

Tak sobie myślę teraz, że stał koło mnie śmietnik, czemu ja go nie wskazałam wtedy i nie powiedziałam: "Bierzcie i jedzcie z tego wszyscy" Dlaczego?! Więcej sytuacji nie pamiętam niestety.

Muszę jeszcze dopowiedzieć za mnie i za Klaudię, bo bardzo rzadko wyrażamy uczucia, ale teraz to nadrobię. Drodzy rodzice, kochamy was! Najmocniej na świecie!

Teraz już możemy spokojnie wkroczyć w rok 2017!

Sobie życzę, żebym nie mówiła wszystkiego, co mi ślina na język przyniesie, a wam wszystkim, żeby ten rok był waszym rokiem. Albo chociaż żeby był lepszy od poprzedniego ;)

SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU!


 
 
 

Komentarze


© 2023 by Salt & Pepper. Proudly created with Wix.com

bottom of page