top of page

Idealny dzień

  • 2 lut 2017
  • 3 minut(y) czytania

Czasem coś mi strzeli do głowy, żeby zamiast normalnej lektury poczytać sobie słabe poradniki czy głupie książki motywacyjne (w podstawówce nawet sięgałam po Bravo, bo to chociaż śmieszne było) i zauważam coraz częściej, że wszystko to jest napisane na jedno kopyto. Takie są fakty, bo co zacznę czytać książkę tego pokroju, to już po 3 pierwszych stronach ją odkładam. Nie mówię, że wszystkie, ale na pewno większość zawiera poradę "Jak polepszyć swój dzień" albo "Motywujący start".

Punkt 1: Wyśpij się (człowiek potrzebuje minimum 8 h snu ble ble ble).

Punkt 2: Wstań odpowiednio wcześnie. (No jak się chodzi spać o 3, to nie takie proste).

Punkt 3: Zjedz pożywne śniadanie! Przy tym się rozkoszuj i niczym nie rozpraszaj (o motylek!).

Punkt 4: Posłuchaj relaksacyjnej muzyki ("Du hast den schönsten arsch der welt").

Punkt 5: Zrób kilka ćwiczeń rozciągających.

No i wiecie co, te porady to są gówno warte jednak. Wiecie, jaki jest dla mnie idealny dzień? Już wam mówię, spokojnie, cierpliwości :D

Godzina 7:00 - budzik przedwcześnie wyrywa cię zapewne jeszcze z fazy REM. Wstajesz z trudnością, ale z uśmiechem na twarzy. Pierwszy przystanek - łazienka. Lustro niestety nie solidaryzuje się z tobą. Podkreśla tylko, że tę noc wykorzystałaś wbrew organizmowi, ale masz to w dupie, bo się świetnie bawiłaś. Wyszłaś na miasto pierwszy raz od bardzo dawna, spotkałaś się ze starymi znajomymi, było śmiesznie, nawet śpiewałaś na karaoke, za co publicznie powinnaś wszystkich przeprosić. Dodatkowo, w barze poznałaś przystojnego gościa, który - fakt - rozmawiał z tobą tylko 5 minut, ale ty już zdążyłaś zaplanować wasz ślub i resztę życia.

7:40 - jesteś po szybkim śniadaniu (zazwyczaj są to tosty, ale dziś postanawiasz zjeść zdrowo i tym razem będzie to owsianka).

Z pełnym i szczęśliwym brzuszkiem siadasz na chwilę do nauki, żeby powtórzyć sobie wszystko to, czego nauczyłaś się wczoraj.

Po godzinnym powtórzeniu, szybko pakujesz się na trening, bo zaczyna się o 10:00. Biegniesz na siłownię niczym sarenka, a twoja motywacja jest nagle większa niż twoje ego. Trening się zaczyna, teraz godzina hardcore'u. Po treningu szybki prysznic i jak zwykle golisz nogi jednorazową maszynką wielokrotnego użytku. Zatrzymujesz się w Macu na kawie z kumpelą, bo w końcu ci się należy. KARMEL, CIASTKO, CZEKOLAAAAADA!

Wracasz do domu i jesz drugie śniadanie. Wielka ta twoja chęć do życia, mimo że spałaś dziś tylko 4 godziny. NIESAMOWITE. Makijaż, jakaś dobra książka albo serial i lecisz do pracy. Presja czasu działa na ciebie świetnie, biegniesz przez Sienkiewicza, mijasz Plac Bema z "Remember the Name" Fort Minor w słuchawkach, tutaj już ci brakuje sił, więc wsiadasz w tramwaj, żeby chociaż cię na galerię Dominikańską podwiózł. W środku jak zwykle wali siurem i szczochami, ale mimo wszystko banan nie schodzi ci z ust, bo jest dopiero 14:00 a ty już tyle dokonałaś. Masz ochotę krzyczeć: "Kim jestem? Jestem zwycięzcą!"

Docierasz do pracy i do tej pory dzień ci mija pięknie. Szkoda tylko, że ten chłopak z wczoraj, z którym zaplanowałaś sobie resztę życia, się nie odzywa, ale w końcu przypominasz sobie, że w sumie lubisz być singielką. Nie masz czasu zjeść, latasz w pracy jak szalona, bo jest lekki zapierdziel. W końcu, wybiła 22:00. Kończysz pracę, jesteś wykończona, ale szczęśliwa. Następnie lecisz do przyjaciółki na jakąś lekką kolację i film. Wymyślasz po drodze genialne potrawy, czego ty byś nie zjadła. Ale jak do niej docierasz, okazuje się, że ma tylko nutellę. Nic straconego! Najlepsza gorąca czekolada na świecie sama się nie zrobi. Odpalacie film, obgadujecie cały dzień i w końcu zasypiacie.

Pięknie co?

Ale w tak idealnym dniu zawsze musi pójść coś nie tak. Kto nam najczęściej psuje humor? FACECI. Dlaczego?

Bo muszą dzwonić w nocy po pijaku, kiedy my już śpimy. Wtedy im się zbiera nagle na odwagę, żeby z nami porozmawiać.

Bo muszą odezwać się po miesiącu i to jeszcze z pretensjami, bo ty się nie odzywasz. Że oni tyle czekali na twój pierwszy krok.

Bo muszą przychodzić do miejsca twojej pracy, nie sami... nie, nie! Z kolegami, z całą obstawą. Wezmą jeszcze rodziców ze sobą, żebyś nie miała wyboru i się z nimi umówiła.

Bo muszą pisać co chwilę smsy, jak nie odpisujesz, to złapią cię na whatsapp'ie. A jak już tam nie odpisujesz, to dochodzą do wniosku, że trzeba zadzwonić. No bo pewnie nie masz kasy na koncie, dlatego nie odpisujesz.

OTÓŻ NIE.

U nas to znaczy to dokładnie to co i u was. Po prostu, laski nie chcą z wami gadać. Tak tylko mówię. Buźka :*

A w ogóle chyba wymyśliłam nowy rodzaj selfie, nie miałam tego kija, więc rzuciłam telefonem. Wygląda trochę jakbym siłą woli trzymała go w powietrzu. Może mam jakąś moc?!

Jak myślicie, przejdzie to?


 
 
 

Komentarze


© 2023 by Salt & Pepper. Proudly created with Wix.com

bottom of page