"Jutro będziemy szczęśliwi", ale my zróbmy to już dziś
- 29 maj 2017
- 2 minut(y) czytania
Dziś trochę z innej beczki, bo nie skupię się na sobie, jak to do tej pory było(:D), ale na filmie, który wczoraj widziałyśmy w kinie. Poruszył mnie aż tak, że postanowiłam się tym z wami podzielić i zachęcić do obejrzenia. Też nie chcę spoilerować, więc postaram się powiedzieć wszystko, nie mówiąc niczego.

O tak. Po pierwsze, film Hugo Gelina to kawałek dobrego kina o dojrzewaniu do odpowiedzialności, ciągłym przewartościowywaniu priorytetów i o prawdziwym sensie życia. Sprawia wrażenie, jakby ulepionego wyłącznie ze skrajnych emocji. Raz płaczesz ze wzruszenia, potem ze szczęścia a na końcu ze smutku i żalu. Dzieje się zbyt wiele i za szybko. Ale to w sumie dobrze. Największą siłą filmu jest fantastyczna i dysfunkcyjna rodzina - trio złożone z Samuela (główna postać), jego córki (Glorii) i producenta geja. Wspólnie tworzą świetny zespół i prowadzą sielankowe życie. Tę idylliczną egzystencję zakłóca pojawienie się Kristin - matki dziewczynki (nienawidzę szmaty - przepraszam za wyrażenie, ale gorszej osoby od niej to nie znam). Nie mogę zdradzić wam szczegółów z nią związanych, bo to właśnie cała fabuła filmu, aleee powiem wam, że na pewno laska lubi Murzynów i to nawet bardzo. Najbardziej utkwiły mi w pamięci elementy zaskoczenia i nieco dziwne zwroty akcji (to do za szybko i za dużo), ale przynajmniej może nie zapomnę po tygodniu, bo wiecie, jak to z moją pamięcią jest. Najbardziej podobała mi się epikurejska filozofia tej pary ojciec+córka: CARPE DIEM <3 Chwytali każdy dzień, tak jakby miał być ostatnim. Na końcu dowiadujemy się, że nie bez powodu...Ogólnie, Jutro będziemy szczęśliwi to naprawdę dobry film, który wam się spodoba pod warunkiem, że kupujecie tą całą baśniową otoczkę. Ja kupuję i polecam, polecam, polecam!
A przed filmem, robiliśmy to:

Znaczy w sumie Klaudia i Paweł robili, bo ja spędzałam idealny czas sama ze sobą. Leżałam na łóżku, oni mi przynosili to sok, to jedzenie, oglądałam seriale na Netflixie albo spałam. Cudowny dzień <3
To jak to jest zrobione, sama z chęcią się dowiem xD
Ciasto francuskie na spód, podpiec 10 min w 200 stopniach. Ciasto polać śmietaną, dać na to ugotowanego buraka i marchewkę, suszone pomidorki, szpinak z czosnkiem (zrobiony wcześniej na patelni), ser kozi i kurczak (zamarynowany wcześniej w papryce słodkiej, ostrej, oregano, rozmarynie i bazylii i zrobiony na patelni). Na wszystko sól, pieprz i znowu piec jakieś 15 min w 200 stopniach, aż ciasto się zarumieni.

Potem jeszcze zrobili mi deser...no czyż nie są kochani? <3
I na zakończenie tego idealnego dnia, poszliśmy do kina na film za darmo, bo Klaudia wygrała jakiś konkurs w pracy i nas wszystkich zabrała. No żyć, nie umierać!

Ahh, kocham ich :) No popatrzcie, jakie słodziaki!


Komentarze