Fascynujący Mediolan
- agathacuper
- 7 sie 2017
- 2 minut(y) czytania


Słowo, które kojarzy mi się z Mediolanem to fascynujący. I nie chodzi wcale o miasto, o facetów też nie, bo w ogóle nie byli fascynujący, co więcej - mieli chyba większe ego ode mnie, czasem się zastanawiałam, jak my się pomieściliśmy w jednym pomieszczeniu. Chodzi o to, że jeśli chcesz, z kimś porozmawiać, to Ty musisz zrobić pierwszy krok, bo inaczej nikt do ciebie nie podejdzie, nie mają parcia na poznawanie nowych osób (głupie miasto), no i ja nie miałam zamiaru podchodzić i prosić się, żeby ktoś ze mną porozmawiał, ale najwyraźniej Klaudia lubi się poniżać, zatem ona podchodziła do tych ludzi i próbowała jakoś rozpocząć rozmowę pod różnymi pretekstami. W sumie tylko dzięki temu kogoś poznałyśmy. Oj Milano, Milano... nie podoba mi się to, ale chociaż jedzenie było mega. No i to był najlepszy punkt wszystkiego - jedzenie. I oczywiście dach nad głową u Gabi.




Tutaj jeszcze w miarę wyglądałyśmy, więc wrzucam fotki. A najpiękniejsze w każdym dniu w Mediolanie była prawdziwa włoska kawa z rana i tiramisu na śniadanie <3

Załączam dla was przepis, jest po włosku, ale jakbyście czegoś nie wiedzieli, to piszcie do nas na priv, pomożemy :)

Ale teraz może historia, jak w ogóle znalazłyśmy się w tym Mediolanie! Już wam mówię, wy ciekawskie bestie! Stoimy sobie na jakiejś stacji benzynowej koło Świdnicy i nie moi drodzy, nie czekamy na wylocie z kartką "Włochy" , o niee! Podchodzimy do ludzi i pytamy się: "Gdzie jedziecie?" Czy ktoś mógłby nam odmówić? Oczywiście...że nie. Zatem od razu złapałyśmy gościa, który zawiózł nas prosto do Monachium :) Potem jechałyśmy z Niemcem, który miał żonę i dziecko, a jego żona miała też dwóch chłopaków i z jednym dziecko, a trzecie było w drodze. I ogólnie mieszkają wszyscy razem w jednym domu, no ale on miał delegację w Austrii - oczywiście nam bardzo było po drodze, bo chciałyśmy ominąć Szwajcarię. A na koniec dwóch młodych Niemców, którzy dowieźli nas do Werony. Ogólnie w Mediolanie byłyśmy już o 10. Nie sądziłyśmy, że łapanie stopa do Włoch to będzie taka bajka. Dlatego musiałyśmy czekać na Gabi, bo dość późno kończyła pracę. Kupiłyśmy jakieś picie i jedzenie, poszłyśmy do parku i tam też zrobiłyśmy sobie drzemkę. Najpierw ja czuwałam a Klaudia spała, potem Klaudia czuwała a ja spałam, a na koniec już obie usnęłyśmy i jakiś gościu nad nami czuwał XD Miałyśmy przywieźć pamiątkę dla Pyca, bo zażyczył sobie karła z Mediolanu i to jeszcze żywego, ale nie udało się. Żadnego nie spotkałyśmy. Może następnym razem!

Ogólnie pozytywnie, a to dopiero początek :3






Komentarze